Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprawdzone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprawdzone. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 marca 2013

| Kosmetyki azjatyckie, cz.10: Tint z Tony Moly

z: Poznań
Dzisiaj pora na minirecenzję tintu od Tony Moly. Tinty to barwniki kosmetyczne. Mają płynną, wodnistą konsystencję i mogą być używane na skórę- np. ust lub policzków. Można dzięki nim uzyskać dość trwały kolor, np. pod błyszczyk. To właśnie trwałość ma być ich największym atutem, raczej nie nawilżają i nie odżywiają ust. Co prawda w tym tincie jest zawarty olejek jojoba i stewia, jednak nie wierzę w inne właściwości niż piękny kolor na ustach, który nie schodzi po kwadransie.

Mój tint to Tony Moly Mini Tint #1- Cherry Pink. Jest to minikosmetyk o pojemności 3 ml w małej buteleczce z aplikatorem, jak błyszczyk. Jest to produkt tak wydajny, że jedna mała kropeleczka wystarczy na pokrycie całych ust. Cieszę się, że nie kupiłam całego opakowania :) Kolor można całkiem nieźle wystopniować. Jedyny minus tego tintu to podkreślenie odstających suchych skorek, jeśli mamy bardzo suche usta. Ja właśnie takie mam, a produkt bardzo w nie wsiąka i powoduje, że są ciemniejsze.

Podsumowując, tint Tony Moly to produkt o trwałym, ładnym kolorze, który można z powodzeniem stopniować. Warto kupić miniprodukt aby samemu się przekonać, czy odpowiada nam jego kolor i trwałość. Nie można się po nim raczej spodziewać nawilżenia czy odżywienia ust, od tego są inne kosmetyki. Pełen produkt ma 8 ml i kosztuje ok. 6$. 

Minitint jest naprawdę malutki, ale bardzo wydajny.
 U mnie wygląda to mniej więcej tak:

Niewielka ilość tintu, fot. w sztucznym oświetleniu.
Pełne krycie, oświetlenie dzienne.

wtorek, 5 marca 2013

| Kosmetyki azjatyckie, cz.8: Produkty do oczyszczania, cleansery

z: Poznań
Nie będę tutaj truła o tym, jak ważne jest oczyszczanie cery. Że jeśli demakijaż będzie niewystarczający, to nawet najlepszy krem się po prostu nie wchłonie, a z przykrymi niespodziankami na twarzy będzie się trzeba zacząć zaprzyjaźniać. Myślę, że większość z Was jest tego świadoma. Ponieważ zaczęłam używać kremów BB, to postanowiłam bardziej uważać na to, czym oczyszczam twarz. Zresztą, wiele produktów używanych codziennie zawiera silikony (kremy, podkłady itp.) i o ile potrafi się je usunąć, to mogą one zdziałać dla cery więcej dobrego niż złego.
Odczarowanie znienawidzonych silikonów: chronią, wspomagają działanie filtrów UV, wygładzają i tworzą warstewkę zatrzymującą wilgoć. Jedyny problem jest z silikonami nierozpuszczalnymi w wodzie, które trudno zmyć łagodnymi kosmetykami do demakijażu. Tutaj przychodzą nam z pomocą różne specyfiki (oleje, pianki, mydła, żele), tzw. cleansery. Nie jestem ekspertem, ani nawet zaawansowanym użytkownikiem. Ale może właśnie dlatego chciałabym się podzielić minirecenzjami kilku odkryć z rynku azjatyckiego. Kosmetyki te sprawiły, że żaden krem BB mnie nie zapchał, demakijaż jest prosty i szybki, a cera jest nawilżona, czysta i świeża, a nie podrażniona pocieraniem wacikami. Poniższe produkty testowałam z próbek, nie wiem czy ich działanie się zmienia po dłuższym czasie, czy nie. Oto moje trzy typy plus jedno rozczarowanie:


1. Missha, Super Aqua Oxygen Micro Visible Deep Cleanser
Po nałożeniu ma konsystencję żelu, jednak w trakcie masowania twarzy tworzy się pianka. Fajnie pachnie, pozostawia uczucie czystości i świeżości. Niestety miałam tylko jedną próbkę, ale ona wystarczyła mi na kilka razy! Do tej pory jest to mój faworyt. Pojemność: 120 ml, cena: ok.19$ na ebay. Czaję się na jakieś okazje. Myślę, że przy tej wydajności warto.







2. Suiskin, Deep Sea Water Cleansing Liquid.
Kosmetyk dla fanek olejów. Pierwszy raz miałam okazję oczyszczać twarz olejem, nie byłam przyzwyczajona do tego :) Ale całkiem fajnie oczyszcza, nie zakleja cery i ładnie pachnie. Zawiera emolienty i olejki z lawendy, szałwi i rozmarynu.  Jego minusem jest słaba dostępność, nie mogę go znaleźć na ebayu :(. Dostałam próbki z myasia.com, tam ten produkt jest dostępny w cenie 83,65zł (130 ml). Opis.




3. Skin79, O2 Bubble Cleanser. 
Podobnie jak Missha jest to produkt o konsystencji gęstego żelu, który powoli w trakcie rozcierania na twarzy zamienia się w piankę. Ładnie pachnie, dobrze zmywa. Nie wiem, czy lepszy od pozostałych, ale jest marketingowany jako typowy produkt do zmywania kremów BB. Cena: ok. 13$ za 100 ml.







4. Skin Food, Aloe Vera Foaming Cleanser-
Tutaj piszę ku przestrodze- nie kupujcie :) Konsystencja to mydliny, które trudno spłukać. Zachęcił mnie aloes, który ostatnio świetnie mi się sprawdził w maseczce sheet mask. Niestety ten kosmetk jest inny- trudny w użyciu. I nie daj Boże trochę tego czegoś dostanie się do oczu, to nie tylko szczypie, ale wręcz myślałam, że umrę ;) Skinfoody coraz bardziej mi podpadają. Za to cena dość przyzwoita, ok. 9$ za 130 ml.

Uwaga. Takie środki nie nadają się do demakijażu oczu. O czym boleśnie przekonałam się na własnej skórze. Ale od czego są testery?


poniedziałek, 4 marca 2013

| Kosmetyki azjatyckie, cz.7: Oskin Snail sheet mask

z: Poznań
Produkty z filtratem wydzieliny ślimaka nie są w Polsce popularne. W Azji korzystanie z kosmetyków z tym składnikiem jest bardziej naturalne i popularne. Kiedy dowiedziałam się o takim wykorzystaniu śluzu tego zwierzątka, byłam zdziwiona i lekko zdegustowana ;) Później natomiast dowiedziałam się o niesamowitym działaniu tego filtratu oraz o sposobie pozyskiwania, który w żaden sposób nie zagraża ślimakom i nie krzywdzi ich. Wyobraźcie sobie jak delikatną skórę musi mieć ślimak i na jakim podłożu się porusza. Teraz łatwiej jest wyobrazić sobie działanie "ślimaczkowych" produktów: regenerujące, łagodzące podrażnienia, nawilżające, a nawet przeciwzmarszczkowe. Filtrat zawiera dużo alantoiny, kwas hialuronowy, kwas glikolowy, witaminy i inne dobroczynne składniki.

Moje wrażenia:
Bardzo lubię tego typu maseczki, o sheet maskach pisałam już tutaj. Te również mnie nie zawiodły. Materiał z otworami na oczy, nos i usta jest bardzo mocno nawilżony substancją. Nawet po 20-30 minutach na twarzy nie wysycha, maseczką można jeszcze przetrzeć szyję, dekolt i dłonie. Zapach jest ładny i łagodny. Pierwsze wrażenia- wielkie ukojenie, nawilżenie i bardzo przyjemny chłód.

Cena:
Kupiłam na próbę 3 sztuki tych maseczek za 9,34zł (dostawa bezpłatna) na ebayu. Przesyłkę dostałam dziewiątego dnia roboczego po wysłaniu z Korei. Na Allegro widziałam jedną maseczkę Oskin za 12,90 plus przesyłka 6,50 lub 8zł :/ Rozumiem sprzedawanie na Allegro sprowadzonych z Azji kosmetyków (niektórzy nie potrafią kupować przez ebaya lub chcą mieć szybszą przesyłkę, z Polski), ale wielu nieuczciwych sprzedawców zawyża kilkukrotnie ceny żerując na niewiedzy kupujących. 

Polecam :) Mam również krem z filtratem wydzieliny ślimaka marki Mizon- Snail Recover Gel. Po kilku tygodniach używania pewnie też opiszę jego działanie.Co myślicie o produktach z filtratem wydzieliny ślimaka? Używacie lub używałybyście ich?

piątek, 1 marca 2013

| Kosmetyki azjatyckie, cz.6: Skin79 Super Plus Triple Functions BB Cream

z: Poznań
Skin79-Super Plus Triple Functions BB Cream Orange to brat jednego z najpopularniejszych kremów tego typu- Skin79 Hot Pink. Ma jasny, naturalny odcień, nadaje się do cery tłustej i mieszanej oraz suchej. Ten krem ma w składzie 5 witamin i wysoką ochronę przeciwsłoneczną. Pokochałam go od pierwszego użycia.

Opis:
Najnowsze osiągnięcie kosmetyczne firmy Skin79 wśród kremów BB. Nowa ulepszona formuła, jeszcze lepsza ochrona i pielęgnacja! Zawarte w kremie ekologiczne, roślinne składniki zapewniają skórze gładkość i elastyczność, dzięki kontroli poziomu nawilżenia i wydzielania sebum. Dodatkowo 5-V (Vital-V Complex), w którego skład wchodzą witaminy A, E, C oraz F pielęgnują, dodając skórze blasku i witalności.
Jeszcze lepsza, szybko absorbująca się formuła zapewnia świeże, matowe wykończenie. Wysoki filtr SPF 50 chroni skórę przez 365 dni w roku.  



Zalety:
- krycie jest dokładnie takie jakiego oczekuję od kremów BB- wyraźnie kryje niedoskonałości, lekkie naczynka itp., a nie tworzy przy tym efektu maski,
- konsystencja- kremowa, nie jest gęsta ani tępa, szybko się ją nakłada, co tak lubię w porannym makijażu, 
- bardzo wydajny, nie trzeba nakładać dużej ilości, aby uzyskać optymalne krycie,
- podobno ma mieć matowe wykończenie, ale tak na prawdę jest to
lekko satynowy
mat
, skóra  nie świeci się mocno, ale wygląda na zdrową, nawilżoną. Mimo wszystko i tak utrwalam delikatnie makijaż pudrem sypkim,
- jego odcień jest genialnie naturalny. Szukałam odpowiedniego koloru- nie wpadającego w róż, żołć lub pomarańcz ani trupią szarość. Odcień tego kremu określiłabym jako jasny beż z ciepłym odcieniem.  (niektórzy uważają, że żółtym, jednak na twarzy nie wygląda żółto ani pomarańczowo). Będzie idealny dla jasnej cery,
- na plus jest skład tego kremu: wysoka ochrona przeciwsłoneczna (SPF 50 i PA+++) oraz witaminy,
- działanie przeciwzmarszczkowe,
- nie jest komedogenny, czyli po prostu nie zapycha porów, jest polecany dla cer tłustych. Co prawda słyszałam, że potrafi zapchać, ale myślę, że to mogły być osoby źle oczyszczające twarz lub o wysokich skłonnościach cery do zapchania. Niestety trzeba sprawdzić samemu.
- fantastyczne opakowanie
, ładne i wygodne w użyciu, aż chętnie się z niego korzysta :)

- pompka, w odróżnieniu od Lioele Beyond The Solution, pozwala na kontrolę wyciskanego produktu,
- przyjemny, bardzo delikatny
zapach. 


Wady:  
Chociaż używam go już kilka dobrych dni, nie zauważyłam jego wad. Nie wysusza mi cery, mimo iż są osoby narzekające na to. Stosuję go na krem nawilżający (czasem położony na żel hialuronowy 1% z Biochemii Urody). Osobom z tłustą cerą poleca się go stosować na twarz bez kremów. Jak pisałam wyżej, w niektórych przypadkach może zapychać. Również nie zauważyłam nic w tym guście. Jeżeli po dłuższym czasie używania zauważę jakikolwiek "skutek uboczny", działanie niepożądane lub wadę Skin79 orange- obiecuję dopisać je w tej rubryce. 

Podsumowanie: 
Dla mnie ten krem jest na razie obok Misshy Perfect Cover numerem jeden. Chociaż miałam wiele oczekiwań co do kremów BB, Skin79 łączy wiele pożądanych przeze mnie cech: szybko się nakłada, ma bardzo naturalny kolor zbliżony do mojego odcienia cery, nie ciemnieje w ciągu dnia, nie ściera się, nie tworzy efektu maski, ładnie kryje ale ma kremową, niegęstą konsystencję, no i posiada wysokie filtry przeciwsłoneczne.  

Missha Perfect Cover #21, Skin79 Orange i Lioele Beyond The Solution
Zdjęcie jest robione telefonem i nie oddaje może realnej kolorystyki, ale jest to dla Was porównanie odcieni. Lioele Beyond jest trochę za ciemny dla jasnej karnacji. Na skórze robi się jak gdyby pomarańczowawy. Missha Perfect Cover #21jest naturalna, nie ma dziwnych podcieni i nadaje się do jasnej karnacji. Posiada cztery odcienie do wyboru, które możecie zobaczyć TU. W środku natomiast jest Skin79 Super Plus Triple Functions, o którym tu mowa. Jak widać jest jasny, słoneczny, świetlisty, ale na skórze absolutnie nie jest żółty.  

poniedziałek, 25 lutego 2013

| Kosmetyki azjatyckie, cz.5: Missha Perfect Cover BB cream

z: Poznań
Kolejnym kosmetykiem, który przetestowałam jest krem BB- Missha Perfect Cover #21. Od razu chcę zaznaczyć, że jest to najlepszy krem BB z dotychczas przeze mnie opisanych, ma więc spore szanse na zagoszczenie w mojej kosmetyczne na dłużej. A oto dlaczego:

 Plusy:
  • dostępny w czterech wariantach kolorystycznych:
  • #13 - mleczny beż,
    #21 - jasny beż,
    #23 - naturalny beż,
    #31 - złocisty beż.
    Są one bardzo naturalne (przynajmniej mój, 21), nie posiadają niezdrowego szarego ani żółtego podtonu. Z moim bladym odcieniem cery trudno uzyskać naturalny efekt, tak więc jestem szczęśliwa, że od razu trafiłam na nr 21.

  • zapewnia dobre krycie, wyrównuje niedoskonałości. Mam cerę trochę naczynkową, więc bardzo doceniam lekkie (ale nie w 100%) zakrycie zaczerwienień, bez efektu maski, 
  • ma kremową, dość lekką konsystencję, co sprawia, że łatwo i szybko się go nakłada. Nie lubię długo wklepywać kremów BB, miejsce po miejscu,
  • delikatny, ładny zapach,
  • dostępny w tubkach 20ml i 50ml.  
  • wysoki filtr SPF42, PA +++, chroni przed promieniowaniem słonecznym,
  • rozjaśnia cerę (dla niektórych może to być minus :)
  • ma właściwości nawilżające i przeciwzmarszczkowe,
  • trwały, nie roluje się, nie spływa
Minusy:
Raczej nie zauważyłam :) Nadaje się do wszystkich typów cery, ale i tak trzeba go lekko przypudrować, zwłaszcza przy cerze tłustej. Ja mam suchą, ale i tak zawsze lekko utrwalam makijaż sypkim pudrem. 
Ma też sylikony, które trzeba odpowiednio usunąć przy demakijażu, inaczej może działać zapychająco.

Podsumowanie:
Bardzo dobry krem, stanowi świetną alternatywę dla podkładu. Brak różowych, żółtych czy ziemistych tonów. Chroni przed słońcem, zapobiega zmarszczkom (myślę, że chociażby dzięki wysokim filtrom), nawilża, łatwo się rozprowadza i ładnie, naturalnie wygląda, a przy tym ładnie kryje. Tego właśnie szukałam w kremach BB. Próbuję dalej, ale na 80% kupię pełnowymiarowy kosmetyk :) 

środa, 20 lutego 2013

| Kosmetyki azjatyckie, cz.2: Lioele Beyond The Solution BB cream

z: Poznań
Opowiem Wam krótko o moich doświadczeniach i odczuciach związanych z popularnym Lioele Beyond The Solution BB Cream- moim pierwszym pełnowymiarowym kremem BB. Od razu chcę zaznaczyć, że wiele dziewczyn ten kosmetyk chwali, mnie jednak chyba nie do końca jest on pisany. Prawdą jest, że jeśli nie przetestujesz go na własnej skórze, to trudno spodziewać się u siebie efektów, jakie dał na czyjejś. Natomiast jeśli masz skórę suchą, naczynkową lub normalną i chcesz się dowiedzieć jak w moim przypadku na takiej cerze zadziałał: zapraszam do lektury.


Obietnice i specyfikacja producenta:
Tworzy naturalny i czysty przejrzysty odcień skóry poprzez dopasowanie się do niej. Możesz szybko wykonać makijaż, ponieważ nie wymaga stosowania bazy ani podkładu. Zawarte w składzie bisabolol, wyciąg z lukrecji oraz alantoina działają kojąco oraz łagodząco, olej jojoba, olej makadamia, kwas hialuronowy oraz kolagen morski zapewniają skórze miękkość i nawilżenie.

Plusy:
- długo się zastanawiałam nad nimi. Naprawdę chciałabym go za coś pochwalić. Od strony estetycznej- ma nienajgorsze opakowanie :)
 - zawarte składniki, których dobroczynności nie dane mi było jednak do końca doznać. Niestety nie będę się poświęcać i używać go kilku tygodni.
- nie wysuszył skóry, jednak komfortem i efektem nawilżenia tego efektu nie mogę nazwać
- cena: ok. 12 $

Minusy: 
- pompka. Dla mnie wygodniej byłoby dozować krem bez niej, choć wiem że ma swoich zwolenników. Czy Wy też nie potraficie zapanować nad tym, ile produktu się wydostanie? Krem wyciska się dopiero po pełnym naciśnięciu pompki (nie wypływa w trakcie naciskania), co skutkuje w moim przypadku zbyt wielką ilością kremu na dłoni.
- zapach- rzadko kiedy nie podobają mi się zapachy kosmetyków. Ten jest intensywny i przypomina mi stare mydło z dzieciństwa,
- konsystencja jest gęsta, długo się nakłada. Wklepywałam go na czystą skórę, na skórę z kremem nawilżającym i wciąż nie uzyskałam efektu dopasowania się do skóry. Kolorystycznie niestety też. Na mnie wygląda trochę pomarańczowo i  maskowato. Po wyciśnięciu jest beżowy, więc miałam nadzieję na nierzucanie się w oczy i neutralny, dopasowany koloryt.
- u mnie się po prostu świeci, jest taki trochę oleisty, nie obywa się bez przypudrowania,
- brak filtrów przeciwsłonecznych, które mogłyby go według mnie bronić w porównaniu z podkładami. Obecnie używam Maybelline Affinitone 03. Na twarzy wygląda naturalniej i nie tworzy maski.

Kilka dołączonych gratisów:


1. Missha, The First Treatment Essence, Time Revolution
2. Missha, Super Aqua, Oxygen Micro Visible Deep Cleanser
3. Skin Food, Aloe Vera Foaming Cleanser
4. Tony Moly, Egg Pore Nose Pack, plasterek na wągry

Szczególnie cieszę się na wypróbowanie produktów oczyszczających, ponieważ przede mną wybór odpowiedniego kosmetyku, który poradzi sobie z usuwaniem zanieczyszczeń i kremów BB. Ciekawa jestem też słynnego "jajka"z Tony Moly, o którym dużo słyszałam. Podobno usuwa zaskórniki i oczyszcza pory. Próbowałyście już?

Przyznam od razu, że zakup Lioele był z mojej strony nie do końca przemyślany. Co prawda trochę o nim czytałam, jednak skusił mnie odcień i efekt kryjący, dopiero później zorientowałam się, że on nie posiada filtrów przeciwsłonecznych. No cóż.Wraz z nim zamówiłam także pomarańczowego Skin79, mam nadzieję, że ten krem będzie troszkę bardziej trafiony ;-)

A czy Wam zdarzyła się jakaś wpadka z kremem BB, na przykład tester Wam odpowiadał, a produkt pełnowymiarowy okazał się na dłuższą metę niewypałem? Chętnie dowiem się też, jak Wam się podoba Beyond, jeśli miałyście okazję z niego korzystać?

poniedziałek, 18 lutego 2013

| Seria: Kosmetyki azjatyckie, część 1, Skin Food Agave Cactus BB cream

z: Poznań
Witajcie :) Dzisiaj chciałabym zapoczątkować na blogu serię postów z recenzjami azjatyckich hitów kosmetycznych. Ten post jest zapowiedzią serii, a jednocześnie recenzją pierwszego produktu: kremu BB znanej koreańskiej marki SKINFOOD- Agave Cactus Sun BB Cream. Jest to dla mnie pierwszy krem BB, który testowałam. Posiada filtry przeciwsłoneczne, ma nawilżać i chłodzić, a także łagodzić podrażnienia. Dodam tylko, że korzystałam z próbki 2ml, która wystarczyła mi na 2 aplikacje.

O kremie:
- konsystencja jest dosyć gęsta
- kolor nie jest zbyt jasny, ale dla mojej karnacji był w porządku, nie wyróżniał się mocno, nie był mocno żółty na twarzy, czego się obawiałam. Jednak chyba będę szukała bardziej odpowiedniego odcienia. (z Agave Cactus są 2 odcienie, ale ja nie wiem, który otrzymałam :/, po angielsku jest tylko opis),
- moim zdaniem wymaga lekkiego przypudrowania, na zdjęciu poniżej użyłam trochę pudru sypkiego,
- utrzymuje się na twarzy cały dzień (testowałam go w weekend, więc nie było to 6:00-17:00)
- ma średnie krycie, wyrównuje koloryt cery,
- jak widać na zdjęciu, drobne niedoskonałości wymagają korektora,
- nie zauważyłam obiecanego efektu chłodzącego.

Plusy:
- zdecydowanie wielkim plusem jest filtr przeciwsłoneczny SPF 36 oraz chroniący przed promieniami UVA PA +++. Dla porównania nawilżający krem na dzień, którego obecnie używam posiada tylko filtr SPF8,
- naturalny wygląd, nie tworzy efektu maski,
- nie znika z twarzy w ciągu dnia,
- nie roluje się.

Minusy:
- nie zauważyłam jakichś minusów. Natomiast dla innych może to być np.: średnie krycie (dla osób z niedoskonałościami skóry), brak obiecanego efektu chłodzącego,
- słaba dostępność.

Cena: próbki dostępne np. na allegro i na ebay (tutaj cena ok. 16$.)


 Oto efekt, przepraszam za jakość zdjęcia.

Moja próbka
 Zdjęcie pełnowymiarowego produktu, 40ml.

Podsumowanie:
Całkiem przyzwoity krem BB. Wyrównujący koloryt cery, nie powoduje świecenia, wystarczy po aplikacji przyprószyć pudrem sypkim. Długo utrzymuje się na twarzy i chroni przed promieniowaniem słonecznym.

Jako że to mój pierwszy, nabrałam apetytu na odkrywanie innych kremów, o których na pewno tutaj napiszę :) Jeżeli więc  interesują Was kosmetyki azjatyckie, zapraszam do obserwowania artwordstyle :)

wtorek, 6 listopada 2012

| Uczę się hiszpańskiego/ Supermemo

z: Poznań
Dzisiaj u mnie trochę z innej beczki. Jesienią postanowiłam zacząć uczyć się języka hiszpańskiego, żeby dać sobie trochę nowej energii i nie zapaść w letarg :) Zapisałam się do szkoły językowej i od września chodzę na zajęcia z hiszpańskiego dla początkujących. Piszę dzisiaj jednak o dodatkowym kursie tego języka, który to testuję online. Chodzi o platformę internetową SuperMemo. Wybrałam kurs "Hiszpański. ¡No hay problema!"

piątek, 21 września 2012

| Piękne stopy- test

z: Poznań
Dzięki portalowi Zdrowie i Uroda miałam możliwość sprawdzić, jak szybko  moje stopy  dojdą do siebie po lecie. Co prawda nie było z nimi aż tak źle, ale potrzebowały troszkę lepszej pielęgnacji niż standardowa tarka. Użyłam preparatu HornEx, który jest przeznaczony do usuwania zrogowaciałego naskórka. Zanim opiszę jego działanie na moich stopach- krótka zapowiedź produktu:

HornEx! Hornhautentferner - Kompletny zestaw do szybkiego usuwania zrogowaciałego naskórka
Usuwa intensywnie i natychmiast zrogowaciały naskórek, modzele i naskórki paznokci..
- Usunięcie zrogowaciałego naskórka w 10-20 minut
- Usunięcie skórek przy paznokciach w 3-4 minuty
- Bez cięcia, tarcia, piłowania
- Nie ma ryzyka uszkodzenia, co czyni go idealnym dla diabetyków
- Kompletny zestaw do szybkiego startu (patrz zdjęcie)
- Absolutnie bez bólu, absolutnie higienicznie 


środa, 12 września 2012

| Avon Color Trend - test

z: Poznań
Dołączyłam niedawno do Klubu Ekspertek ofeminin.pl. Lubię testować kosmetyki i pomyślałam, że przy okazji prowadzenia bloga mogę się z Wami dzielić opiniami o nich. Wiem, że recenzja osoby znającej zalety i wady produktu może znacząco pomóc w dokonaniu wyboru. Sama zazwyczaj pytam znajomych lub szukam niezależnych opinii w Internecie, jeśli coś wpadnie mi w oko.

Dzisiaj opiszę błyszczyk Avon Color Trend, kolor Start Up Pink, do którego testów wybrał mnie ofeminin.pl. Najpierw jednak to, co obiecuje producent:

"Błyszczyk AVON ColorTrend „Kolory blasku” nadaje ustom delikatnej barwy i intensywnego blasku, jednocześnie pielęgnując i nawilżając usta. Błyszczyk dostępny jest w 12 różnych odcieniach, wśród których znajdują się: romantyczne pastele na dzień, wystrzałowe kolory na imprezę oraz soczyste kolory na weekend. Produkt zamknięto w poręcznym opakowaniu. Dzięki wygodnemu aplikatorowi błyszczyk łatwo rozprowadza się na ustach."
Zacznę od tego, że ja mam wrażenie suchości i ściągnięcia ust za każdym razem, kiedy nie zaaplikuję pomadki odżywczej czy błyszczyka. Dlatego próbowałam wielu tego typu mazidełek ;), więc mam spore porównanie.

  1. Błyszczyk ma 6 ml pojemności, więc jest niewielki. Myślę, że nadrabia ten fakt wydajnością, ponieważ nie schodzi z ust szybko. Pod warunkiem jednak, że usta nie mają kontaktu z jedzeniem i piciem. Dodatkowo taka wielkość sprawia, że mieści się w kieszeni, np. na imprezie.
  2. Konsystencja jest gęsta, ale nie jest lepka jak niektórych błyszczyków, nie skleja ust.
  3. Zapach moim zdaniem jest neutralny, pachnie wanilią. Nie jest zły, ale też nie zachwyca. Kwestia gustu.
  4. Czuć długotrwałe nawilżenie ust dopóki produkt z nich nie zniknie.
  5. Aplikator rzeczywiście jest całkiem wygodny.
  6. "Intensywny blask" jest taki jak w większości błyszczyków.
  7. Kolor jest dość neutralny, dobrze sprawdza się również za dnia. Start Up Pink nadaje się także dla blondynek. Odcienie i kształt aplikatora możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej.

Moja ocena to 4 w skali sześciostopniowej.
Polecam- za ładny kolor, uczucie nawilżenia tak długo, aż nie zejdzie z ust, kompaktowość- zmieści się w kieszeni. Ostrzegam jednak dziewczyny, aby za wiele się po nim nie spodziewały.
Chociaż nie ma jakiś wielkich wad, to ogólne wrażenie jest poprawne, jednak nie rewelacyjne. Jeśli nie macie wygórowanych wymagań, to warto go nabyć np. w promocji, nie wahajcie się, bo jest on całkiem dobry i ładnie wygląda na ustach.

wtorek, 28 sierpnia 2012

| O wierności w pielęgnacji

z: Poznań
Każda z nas ma takie kosmetyki, których z jakiegoś powodu używa od lat- albo są one niesamowicie skuteczne w stosunku do ceny, albo każda próba zmiany kończy się fiaskiem lub też jesteśmy uzależnione od zapachu. Opowiem Wam dziś o rzeczach, które są stałymi bywalcami w mojej łazience. Stara miłość nie rdzewieje :) Jak wiadomo, regularne używanie kosmetyków pielęgnacyjnych daje najlepsze skutki, ponieważ skóra, włosy, paznokcie potrzebują czasu do regeneracji i stałego dostarczania potrzebnych substancji. Niestety nie znalazłam takiego kremu, który byłby w stanie mnie przekonać do zaprzestania poszukiwań. Może to dlatego, że mam mały problem z rozszerzonymi naczynkami i cerę wrażliwą, więc nie wystarcza mi zwykły krem nawilżający na dzień i odżywczy/regenerujący na noc. Mimo to mam kilka ulubionych kosmetyków, które może i Wy posiadacie lub też zechcecie spróbować, czy i dla Was staną się tymi naj.

1. Timotei, Złociste Refleksy, Szampon do włosów blond
To mój ulubiony szampon i używam go już od początków lat 2000, nie pamiętam dokładnie, ale jakieś 8 czy nawet 10 lat. Idealnie się pieni, ładnie pachnie. Zawsze, gdy idę podciąć końcówki fryzjerzy mówią, że mam bardzo ładne, niezniszczone (choć niestety cienkie) włosy. Wydaje mi się, że to on tak je pielęgnuje. Myślę też, że to dzięki niemu nadal mam tak jasne włosy blond (zawiera ekstrakt z rumianku), gdy mojej mamie ściemniały już w podstawówce. Polecam wszystkim blondynkom.

Opis producenta:
Szampon przeznaczony do włosów rozjaśnianych i blond. Zawiera w 100% naturalne ekstrakty z kwiatu rumianku i miodu akacjowego. Ekstrakt kwiatu rumianku jest znanym środkiem naturalnie rozjaśniającym włosy oraz pomagającym podkreślić intensywność koloru. Dzięki zawartości olejków eterycznych, flawonoidów i kwasów organicznych nawilża i pielęgnuje włosy i skórę głowy. Nadaje włosom połysk i działa łagodząco. Ekstrakt z miodu akacjowego jest bogaty w mikroelementy, witaminy i enzymy dzięki czemu intensywnie odżywia skórę głowy i włosy.
Cena oscyluje ok. 10 zł

                                      
2. BlanX CLASSIC- pasta wybielająca
Stosuję ją co kilka miesięcy i od pierwszego szczotkowania zauważam wybielenie zębów. Doskonale usuwa osad i przede wszystkim jest naturalna, nie niszczy zębów tak jak inne pasty wybielające. Co więcej chroni je przed próchnicą i wzmacnia szkliwo. Jednym z plusów jest  też wygodna stojąca tubka z fajnym dozownikiem. Niestety wadą BlanXa jest to, że kosztuje ponad 20 zł, dlatego nie używam go systematycznie (jedna tubka co kilka miesięcy).                 

Opis producenta:
Pierwsza wybielająca pasta na bazie naturalnych składników nie ścierająca szkliwa zębowego. Usuwa przebarwienia osadowe po kawie, herbacie, nikotynie, coli, czerwonym winie, przebarwienia spowodowane odkładaniem się płytki bakteryjnej oraz redukuje przebarwienia pod powierzchnią szkliwa. BlanX Classic dzięki równoczesnemu działaniu dwóch jonów fluoru oraz wyciągu z porostu islandzkiego zapewnia optymalną ochronę i pielęgnację zębów. Dodatkowo pasta BlanX Classic zapobiega stanom zapalnym dziąseł oraz osadzaniu się kamienia nazębnego, wzmacnia szkliwo i chroni przed próchnicą.
Cena ok. 20 zł za 75 ml.


3. Dove summer glow samoopalający balsam do ciała
Muszę na początku przyznać, że mam bardzo bladą cerę. Nie lubię się też opalać, bo jest wrażliwa. Mimo jasnej karnacji balsam Summer Glow do takiejże przeznaczony nie spełnił swojego zadania, nie było widocznych efektów. I chociaż bałam się ewentualnego efektu "solary" po użyciu czegokolwiek przeznaczonego do ciemnej karnacji, postanowiłam wybrać Summer Glow w tej drugiej wersji. Ryzyko jednak się opłaciło :) Tym razem Summer Glow dla ciemnej karnacji pozostawił efekt, jakiego oczekiwałam po wersji dla jasnej. delikatnie brązuje skórę,  raczej nie zostawia smug, chyba że naprawdę się przesadzi  i źle rozsmaruje dużą ilość produktu. Można panować nad kolorem skóry powtarzając aplikację w odpowiednich odstępach czasu moim zdaniem ładnie pachnie, co jest wielkim plusem, rzadko się to zdarza przy tego typu produktach jeśli chcę większego efektu i stosuję balsam codziennie, na skórze tworzy się warstwa i balsam schodzi rolując się ze skóry.

Opis producenta:
Dove summer glow samoopalający balsam do ciała do ciemnej karnacji odżywia oraz stopniowo wzmacnia naturalny kolor Twojej skóry. Balsam zapewnia piękną barwę letniej opalenizny przez cały rok. Zawiera unikalny DeepCare Complex z naturalnymi dla skóry składnikami odżywiającymi oraz bogatym olejkiem, by pomagać w stopniowej odbudowie naskórka. Produkt przetestowany dermatologicznie.


4. Łagodzące chusteczki oczyszczające (cera sucha i wrażliwa) z Nivea Visage
Podobnie jak szampon Timotei, chusteczki Nivea są ze mną już od wielu lat (ok. 10). Jednym ruchem mogę usunąć z twarzy nieczystości po całym dniu, makijaż, brud, sebum itd. Nie podrażnia ani trochę, nie daje uczucia
ściągnięcia czy syskomfortu, tylko nawilżenia i relaksu.



Opis producenta:
Aby zachować gładkość przez cały dzień cera sucha i wrażliwa potrzebuje delikatnego oczyszczenia, które pozwoli jednocześnie na zachowanie naturalnego poziomu nawilżania skóry.
Łagodzące chusteczki oczyszczające Nivea Visage zostały stworzone specjalnie dla potrzeb cery suchej i wrażliwej. Z bezalkoholową formułą wzbogaconą olejkiem migdałowym i olejkiem z nagietka delikatnie w wygodnie oczyszczą twarz, szyję i okolicę oczu. Zachowują naturalny poziom nawilżenia skóry.
Cena ok. 12 zł za 25 sztuk. W SuperPharm w Starym Browarze często są w promocji za 9,99 zł :)

5. Jedwab do włosów- Biosilk
Używam go już kilka lat, prawie co każde mycie aplikują malutką kropelką na dłonie, rozsmarowuję i wcieram we włosy. Jedwab nawilża włosy, sprzyja rozczesywaniu ich i sprawia, że pięknie lśnią. Trzeba pamiętać, aby nie przesadzić z aplikacją Biosilku, ponieważ kiedy tak się stanie wyglądam jakbym miała tłuste włosy. Jeśli chcecie kupić, szukajcie opakowania z Małgosią Kożuchowską :)

Opis producenta:
Silk Therapy jedwab - odżywka regenerująca zawiera czysty jedwab, witaminy i wyciągi z roślin. Rekonstruuje i silnie nawilża włosy i skórę głowy. Zapewnia włosom zniszczonym, suchym i matowym bardzo zdrowy wygląd, sprężystość i zmysłową miękkość.
Jedwab tej marki kosztuje ok 10,- zł.  za 15 ml.

6. Lirene DermoProgram, Krem Intensywnie Nawilżający AQUA nawilżanie, na dzień.
Nie ukrywam, że to stosunkowo młody kremik w mojej kosmetyczce. Zdążył mnie jednak na tyle przekonać, żeby tu o nim napisać. Po prostu jest dobrym i niedrogim kremem nawilżającym i co dla mnie istotne, nadaje się pod makijaż. Ma fajną konsystencję i dobrze się rozprowadza.

Opis producenta:

To właściwy kosmetyk dla skóry odwodnionej, suchej lub normalnej. Krem skutecznie zapobiega procesowi utraty naturalnego zapasu wilgoci, docierając do głębszych warstw skóry, gdzie natychmiast intensywnie nawilża i naprawia komórkową równowagę wodną. Formuła zawiera składniki aktywne, przeciwdziałające utracie wilgoci i wydłużające efekt nawilżenia skóry do 24 godzin. Krem działa błyskawicznie i długotrwale, przywracając skórze jędrność i elastyczność oraz zapewniając uczucie komfortu. Doskonale nawilżona skóra staje się aksamitna w dotyku, gładka, nabiera świeżego i promiennego wyglądu.
Cena ok. 16 zł

7. Płyn micelarny Vichy Purete Thermale.
Jestem zachwycona tą wodą, a raczej tym kosmetykiem 3w1. Purete Thermale bowiem jednocześnie oczyszcza i tonizuje cerę, która jest tym samym przygotowana do aplikacji kremu. Jest kompaktowy, więc oszczędzam czas i pieniądze, dobrze oczyszcza, daje uczucie świeżości, nie zawiera mydła, barwników i alkoholu. Stosuję go czasem zamiast chusteczek Nivea, ale głównie po oczyszczeniu twarzy chusteczkami, aby nie musieć myć twarzy wodą z kranu. Zawiera wodę termalną z Vichy.

Opis z opakowania:
Płyn micelarny 3w1 skóra i oczy wrażliwe. 1. Oczyszcza. 2. Usuwa makijaż. 3. Łagodzi skórę twarzy. Zawiera wodę termalną z Vichy. Hipoalergiczny. testowany na skórze wrażliwej. Odpowiedni również dla osób o o wrażliwych oczach i noszących szkła kontaktowe. Nie zawiera alkoholu, mydła ani barwników. Naturalne pH.
Cena ok. 40 zł za 200ml, ale są częste promocje w SuperPharm. Ostatnio kupuiłam 400 ml z pompką za bodajże 35 zł.

To z takich ulubionych. A jakie są wasze typy? Używacie czegoś od lat, czy często próbujecie nowych kosmetyków?